Im dalej w las, tym więcej drzew – o motocrossie ciąg dalszy

Po tym, jak w Radiu Szczecin wspólnie nagłośniliśmy temat motocrossowych popisów wandali w lesie, rozwiązał się worek z mailami i telefonami w tej sprawie. Mieszkańcy Szczecina zaczęli się odzywać z różnych rejonów miasta (Bukowe, Słoneczne, Arkońskie, Głębokie, Pilchowo, Police i Skolwin). Problem jest i to duży – to nie tylko hałas i niszczenie lasu czy pól uprawnych przez wandali, ale też wręcz bandytyzm, do jakiego posuwają się niektórzy z nich. Może doczekamy się w końcu akcji leśników, jak ta ze zdjęcia? W wielu regionach Polski takie działania podejmowane są regularnie. W czasie jednej z takich akcji przez cały dzień zatrzymano i ukarano 27 motocyklistów!!!

Przypominamy, zgodnie ze 161 art. Kodeksu wykroczeń, grzywnie podlega każdy, kto wjeżdża do lasu pojazdem silnikowym bez pozwolenia właściciela terenu lub w sposób nieuprawniony. Pojazdy silnikowe bez ograniczeń mogą poruszać się w lasach tylko po drogach publicznych. Poza nimi trzeba liczyć się z grzywną, której wysokość może wynieść nawet 1000 zł. Jak rozpoznać legalną drogę przez las? Jeśli wjazd uniemożliwia nam szlaban, przy drodze stoi stosowna tablica informacyjna lub po prostu nie ma jej na mapie, nie wolno wjeżdżać i tyle.

Zadzwoniła do nas pani Maria (imię zmienione), która z trojgiem swoich dzieci wybrała się do lasu. Jedno z nich było w wózku, gdy nagle nadjechały cztery motocykle – całą szerokością leśnej alejki, jakby się ścigały. Gdy pani Maria się zorientowała, że pędzą wprost na nią i wózek z dzieckiem, nie mając jak z nim zjechać bezpiecznie na bok zasłoniła ciałem wózek i mocno przytuliła przestraszone dzieci. Jeden z motocyklistów próbując ją ominąć bez zwalniania wjechał na skarpę. Niestety przewrócił się i wraz z motocyklem spadł, całe szczęście przed wózkiem. Sobie nic nie zrobił, za to motocykl uległ uszkodzeniu i nie nadawał się do dalszej jazdy.

Strachu, jaki przeżyła pani Maria, nie da się opisać. “Jeszcze jak opowiadam do Was zaczynając trząść mi się ręce i łzy z wściekłości same cisną się do oczu. Nigdy tak się nie bałam o życie dzieci i swoje jak wtedy” Ale to był tylko początek wydarzenia. Pani Maria wyznaje: “najpierw naskoczył na mnie z wyzwiskami i pięściami ten przewrócony motocyklista. W ostatniej chwili zmienił kierunek ręki tak, iż poczułam podmuch, jaki wytworzyła, przelatując przed twarzą pięść tego motocyklisty. Za chwilę wrócili jego koledzy i zaczęli jeździć tymi ryczącymi potworami wokół nas. Dzieci płakały, a ja sparaliżowana ze strachu i z płaczem mogłam je tylko przytulić”. Według pani Marii trwało to może z 10 minut, ale dla niej jakby całą wieczność. “Po 10 minutach zgasili motocykle i zaczęli pomagać koledze, a ja wtedy szybko z dziećmi uciekałam z lasu do domu. Przed samym wyjściem z lasu dogonił nas jeszcze jeden z motocyklistów i gdy przejeżdżał koło mnie, kopnął mnie w biodro tak, że się przewróciłam. Zatrzymał się i wykrzyczał “jak s*ko zadzwonisz na psy, to cię znajdziemy i dzieci będziesz po lesie zbierać!” i na jednym kole odjechał.”

Od tamtej pory pani Maria unika lasów i parków, boi się iść nawet na Jasne Błonia, gdzie zawsze z dziećmi spacerowała, boi się, że spotka jeszcze tych motocyklistów i zrobią krzywdę jej lub dzieciom. Na policję zdarzenia nie zgłosiła, także ze strachu. Ale odważyła się na rozmowę po tym, jak usłyszała rozmowę w Radiu Szczecin z redaktorem naszego portalu. Zadzwoniła, bo chciała przekazać, że “to już nie jest tylko g*wniarzeria i banda niemyślących g*ojków bogatych rodziców, ale zwykła gangsterka, zagrażająca życiu mieszkańców, a olewana przez służby. Jak wcześniej do nich dzwoniłam, że po lesie Arkońskim niedaleko Arkonki jeżdżą crossami po lesie, to policjanci tylko mówili, że co oni mogą, zanim tam jakiś patrol dojedzie to już ich nie będzie. Takie ciche przyzwolenie na to, co się wyprawia, a oni czują się całkowicie bezkarni i śmiało sobie poczynają, zastraszając ewentualnych świadków, którzy mogliby ich zidentyfikować” – spuentowała pani Maria.

Jak widzimy, to już nie przelewki. Do tych wydarzeń doszło przy pierwszych słonecznych dniach, które przyniósł nam luty. Przyznam, że z aż taką agresją jeszcze się spotkałem.

Również gospodarze, którym pola rozjeżdżają motocykle i quady żalą się na straty w uprawach. Mieszkanka Skolwina w ubiegłym roku pokazywała nam niszczycielskie skutki “idiotów w kaskach”, jak ich wtedy określiła.

Zadzwonił do nas także pan Sebastian Janik z Klubu Motocyklowego ze Szczecina, który od ośmiu lat stara się o teren pod tor crossowy. Po tym, jak klub wyrzucono z toru przy Wojska Polskiego, zaczęto szukać nowego miejsca, niestety przed klubem ciągle piętrzą się trudności. Tymczasem problem w lasach tylko narasta. Coraz więcej terenowych motocykli, coraz więcej quadów, ale terenu dla nich żadnego nie ma. Pan Sebastian wierzy, że budowa toru pomoże wyprowadzić problematyczne towarzystwo z lasów – by mieli gdzie się wyszumieć i zaspokoić swoje żądze. Podkreślił przy tym, że członkowie ich klubu mają kategoryczny zakaz jeżdżenia po lasach i podzielił się codziennymi trudnościami: “my, żeby pojeździć po torze, przywozimy swoje motory czy to na przyczepkach, czy też busem lub dostawczakiem, tak jak pan na antenie powiedział. Nie dojeżdżamy motocyklami na tor.”

Problem jest złożony, z jednej strony chamstwo i gangsterka leśnych wandali, z drugiej pełni pasji hobbyści, fani adrenaliny, którym wskutek nieprzemyślanych decyzji urzędników odebrano miejsce do “zabawy”. Jeżeli chcemy sprawić, by las był lasem, musimy postarać się, by motocrossy miały gdzie jeździć, co, mam nadzieję, stanie się w niedługim czasie. Pan Sebastian zaprosił naszą redakcję na spotkanie z Radą Miejską w tej sprawie. Zaproszenie przyjmujemy i zrelacjonujemy je na naszym portalu.

MZ

foto z archiwum policji