IX sprzątanie Skolwina

W tym roku nie na wiosnę ale właśnie Jesienią mieszkańcy Skolwina mają szansę posprzątać swoje otoczenie. Stowarzyszenie Skolwin i My już po raz IX organizuje sprzątanie Skolwina. Akcja ważna dla naszego osiedla. Liczymy na to, żę wszyscy ci co swoje odpady wywieźli nie tam gdzie trzeba zrehabilitują się i posprzątają. Więc wszyscy do dzieła i przypominamy, że za nim z domu, piwnicy czy garażu tam coś wrzucisz co najmniej tyle samo musisz wyzbierać z okolicy. Poniżej plan ustawienia kontenerów, pokarzmy, że potrafimy…

Dzień Edukacji Narodowej

Nie ten jest mądry, kto wiele spraw umie, lecz ten kto złe od dobrego rozeznać umie.

Mikołaj Rej

Szanowni nauczyciele i wychowawcy szkół i przedszkoli

Dziękujemy Wam, że jesteście i pomagacie nam w edukowaniu naszych pociech. Życzymy Wam cytowanej powyżej umiejętności rozeznawania. Jak kropla drąży skałę, a z ziarna wpadającego w szczelinę kamienia rośnie nowa silna roślina rozłupująca skałę, tak (jesteśmy o tym przekonani) mądrość przekazywana przez Was naszym pociechom, potrafi rozłupywać najbardziej oporne umysły i solidnie ukorzeniona wydaje piękne owoce, o czym świadczą sukcesy absolwentów.

Również wszystkim pracownikom szkół i przedszkoli samych radosnych chwil i ogromu zdrowia bo to dzisiaj najcenniejsze, odporności na wirusy w powietrzu i świrusy biegające. Niech radości napełniają serca Wasze by dla trosk miejsca już nie było…

Porządkowanie historycznego Skolwina

Wczoraj po godzinie 10.00 rozpoczęło się porządkowanie cmentarza “pod bocianim gniazdem” jak mówi się na Skolwinie. U zbiegu ulic Inwalidzkiej i Plażowej stawiło się kilkadziesiąt osób (niestety ze słabą reprezentacją skolwinian). Grono zapaleńców historii, czytelników skolwin.info i obserwujących profil społecznościowy dr. Marka Łuczaka i Drużyna Harcerska Zielone Wilki. Był również przewodniczący Rady Osiedla Skolwin.

Wszyscy zabrali się dzielnie do pracy. Pozbierano śmieci i odpadki. Mnóstwo butelek szklanych po napojach wyskokowych co niestety nie wystawia dobrej opinii o mieszkańcach, tym bardziej, że całkiem niedawno z inicjatywy Stowarzyszenia Skolwin iMy i Rady Osiedla Skolwin teren cmentarza był sprzątany i ustawiono kamienie upamiętniające te miejsca. Ale zdarzały się i stare dywany czy telewizory.

Doświadczeni, pełnoletni harcerze skosili trawę, choć to w gestii ZUKu jest, Może teraz w zamian za skoszenie ZUK postawi ze dwie lampy solarne na Polanie Rekreacyjnej taki barter. Jak to mówią nadzieja umiera ostatnia.

Odsłonięto i postawiono kilkadziesiąt starych głowic i nagrobków. Niestety wiele już nie posiadało tablic z inskrypcjami. Ale kilka tablic nagrobnych udało się odnaleźć. Płyty nagrobne 3 sióstr – córek Gustava Kohnke i Anny Kohnke z d. Krause ze Skolwina: Marthy Kohnke (1899), Kohnke Albertine Ernestine, urodzonej 20 maja 1900 roku, zmarłej 31 lipca 1900 i Charlotte Marii Kohnke (1904-1905), płytę Franza Cramera (1906-1907), oraz znane już wcześniej płyty Emmy Krause (1882-1882) i Wilhelm Bartelt (1827-1910), syna robotnika Friedricha Bartelt i Christine Bartelt z d. Göten ze Skolwina.

Odnalezione tablice dzieci zabezpieczono przed kradzieżą i dewastacją u księdza proboszcza na plebanii. W uzgodnieniu z ZUK zostanie ustalony sposób ich dalszej ekspozycji. Po 5 godzinach intensywnej pracy deszcz na tyle przemoczył większość z przybyłych, że prace zakończono.

Już wiemy, że to była pierwsza z kilku takich akcji, jakie jeszcze będą miały miejsce na Skolwinie. Na uporządkowanie czeka cmentarz na Nowym Świecie, prowadzone będą poszukiwania dwóch pomników które stały na Skolwinie, jeden przy kościele,

a drugi na terenie byłej papierni.

Są przesłanki mówiące o tym że oba pomniki ze względu na ich wagę zostały zwalone do dołów i zakopane w ziemi. Jeżeli żyją jeszcze Ci co wiedzą i mogliby wskazać gdzie zakopano owe pomniki, albo w którym dokładnie miejscu na terenie papierni znajdował się pomnik prosimy o kontakt z redakcją, albo księdzem proboszczem. Każdy sygnał, zdjęcie może ułatwić poszukiwania. Liczymy na naszych czytelników i mieszkańców. Piszcie, ślijcie zdjęcia i wspomnienia z historii Skolwina.

Skolwin czy Szczecin?

Takim tematem było okraszone jedno ze spotkań w ramach kawiarenki obywatelskiej, jakie odbywają się w “Maglu”. Pytanie niestety nie jest bezzasadne. Zarówno mieszkańcy, którzy codziennie piszą do redakcji by zająć się jakimś tematem, bo miasto pomimo ich pism i zgłoszeń kompletnie nic nie robi. Rada Osiedla również co jakiś czas musi interweniować w sprawach tak prozaicznych jak opróżnianie koszy na śmieci, bo się okazuje, że urzędnicy miejscy nie potrafią dopilnować tych spraw jak należy. W “erze covidowej” jak już złośliwie określa się to co teraz dzieje się na świecie, Urząd Miasta zamknął się na mieszkańców. Tylko wybrańcy mogą się dostać do urzędu, ale też wątpliwie czy załatwi sprawę. A gdzie dialog społeczny, który przechwala się prezydent? Wiemy już że dialog jest tylko z wybrańcami, rozmawia tylko z tymi, którzy go uwielbiają. W czasach gdy sesje odbywały się normalnie nie w internecie, prezydent taki był otwarty na dialog, że po urzędzie przemieszczał się w towarzystwie ochroniarzy, którzy skutecznie izolowali go od mieszkańców. To jest właśnie dialog prezydenta. Dialog społeczny w wersji urzędniczej? przerobiliśmy gdy walczyliśmy z planowaną kolejną toksyczną inwestycją na Skolwinie. Ogłoszenie o konsultacjach społecznych umieszczono na słupie ogrodzenia zarośniętym chwastami i w miejscu gdzie po opadach tworzy się ogromna kałuża, uniemożliwiająca jakiekolwiek zbliżenie się do tego słupa. Tak urząd jest zainteresowany dialogiem społecznym i tak zainteresowane są nim władze.

Mielenie głosów SBO i wprowadzenie haraczu dla kierowców po konsultacji propozycji z 0,06% mieszkańców miasta dopełnia czary goryczy.

Teraz w podobnym stylu Urząd Miasta przeprowadza konsultacje społeczne na temat hałasu w mieście, a przyczynkiem do dyskusji ma być paradokument:

Program ochrony środowiska przed hałasem
dla miasta Szczecin na lata 2020–2025
wersja: konsultacje społeczne

Tenże paradokument został wypuszczony przez firmę EKKOM Sp. z o.o. i choć sztab naukowców wymieniony w tymże paradokumencie stwarza pozory poważnego dokumentu, mamy doczynienia z identyczną farsą na temat dokumentow, jaką już przerabialiśmy, gdy MOWI chciało budować na Skolwinie swój toksyczny zakład. Wtedy miasto po naciskach społecznych, Rad Osiedli całej Dzielnicy Północ, medialnego szumu i wystąpieniu mieszkańców na sesji Rady Miasta ugięło się w końcu (pomimo wyraźnej niechęci prezydenta miasta) i oddało ów paradokument do analizy przez wykwalifikowaną firmę zewnętrzną. Ta wykazała taką ilość błędów zarówno merytorycznych jak technologicznych, że jedynym określeniem dla niego mogłoby być “bajka na temat zakładu…” Podobnie można określić to co rozesłano do wewnątrz urzędowej opinii. Rady Osiedli (które po za wydziałami UM są adresatami tegoż) są jednostkami pomocniczymi Urzędu Miasta więc tak jakby kolejnymi wydziałami UM. Konsultowanie we własnym urzędniczym gronie jest kuriozum konsultacji społecznych.

Postanowiliśmy przyjrzeć się tym planom, które datowane są na lata 2020/2025, choć zgodnie z ustawą do dnia 30 czerwca 2022 r., a następnie co 5 lat (…) Prezydent miasta o liczbie mieszkańców większej niż 100 tysięcy sporządza strategiczne mapy hałasu i przekazuje je Głównemu Inspektorowi Ochrony Środowiska oraz właściwemu marszałkowi województwa. Tak więc po co data 2025? Skoro zgodnie z ustawą będzie konieczna nowa w 2022 roku?

Ale żeby nie było iż krytykujemy dla krytykowania postanowiliśmy przyjrzeć się dokumentowi na podstawie przykładu Osiedla Skolwin. No i cóż okazało się to niemożliwe. Dlaczego? Gdyż po prostu nie ujęto go w tym dokumencie. Analogiczna sytuacja miała miejsce w dokumencie z 2014 roku. To osiedle jest ewidentnie wykluczane z debaty publicznej ale i nawet jak widać z istotnych dla życia dokumentacji. Co prawda pojawiają się dwa odniesienia a mianowicie jest mowa o poprawie hałasu w firmie Milex – tylko nie wiadomo skąd i do czego to przypiąć, bo żadnych danych nie ma. Ponadto mówi się o pomiarach na ulicy Ornej, która w większości przebiega przez Stołczyn a nie Skolwin, a na Skolwinie przy tej ulicy są ogródki działkowe i maszt GSM. Jak możemy wyczytać z dokumentu „w dokumencie nie uwzględniono ukształtowania terenu i wszystkie drogi przyjęto jako poziom 0” podczas gdy np. Orna znajduje się na Skarpie Nadodrzańskiej i znajduje się 52m na źródłami hałasu takimi jak linia kolejowa, ulica Stołczyńska, Teleyard czy Alfa Terminal, nie wspominając już o terenach przemysłowych byłej papierni . W dokumencie też nie wspomina się słowem o wniesionych skargach na hałas którego źródłem jest firma Apis. Tego typu błędy popełniono praktycznie dookoła Szczecina na wszystkich obrzeżnych osiedlach. Skupiono się praktycznie na ścisłym centrum.  Ilość błędów sprawia, że można go rozpatrywać jedynie jako bajkę/legendę/mit urzędniczy. Poziom rzetelności i wiarygodności dokumentu jest zerowy. Jeżeli zostanie przyjęty przez radnych będzie to świadczyć o tym, że kompletnie nie zależy im na mieszkańcach. Nie zależy im też na mieście. Ten projekt powinien zostać odrzucony w całości, a firma powinna wykonać niezbędne i rzetelne badania i sporządzić nowy wiarygodny dokument, który skonsultowany zostanie z mieszkańcami!!!  a nie wrogo do mieszkańców nastawionymi, zamykającymi się przed nimi urzędnikami.

Czy to jest możliwe? Owszem, wystarczą chęci do „dialogu społecznego”

Stanowisko w sprawie dokumentu zajęła również Rada Osiedla.

Yellow Szczecin

Od soboty Szczecin będzie w żółtej strefie regionalnych obostrzeń dla powiatów. Co z tego wynika? Z czym to się wiąże:

  • Wydarzenia sportowe – ograniczenie do 25% widowni
  • Lokale (PUBy, restauracje, konferencje, itp.) 1 osoba na 4mkw (jednnak nie więcej niż 100 osób) w siłowniach 1 na 7mkw
  • kościoły: obowiązek zakrywania ust i nosa, z wyłączeniem osób sprawujących kult.
  • wesela i inne spotkania czy imprezy max.100 osób (z wyjątkiem obsługi)

maski: obecnie jest obowiązek:

  • w środkach publicznego transportu zbiorowego;
  • w miejscach ogólnodostępnych – chyba, że będzie zachowana odległość 1,5 m;
  • w zakładach pracy oraz w budynkach użyteczności publicznej;
  • w obiektach handlowych lub usługowych;
  • w trakcie sprawowania kultu religijnego, w tym czynności lub obrzędów religijnych, w budynku użyteczności publicznej przeznaczonym na potrzeby kultu religijnego oraz na cmentarzu.
  • Wyłączenie z obowiązku np. ze względu na stan zdrowia.
UWAGA!!! jest złożony projekt by podobnie jak w strefie czerwonej obowiązywało noszenie maski w przestrzeni publicznej !!!

Jak poinformował klub Świt Skolwin na swoim funpagu sobotnie derby pomorza

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i tekst

odbędą się z udziałem 25% publiczności czyli maksymalnie 250 kibiców. O możliwości wejścia na stadion decyduje kolejność przybycia, dlatego prosimy wszystkich kibiców o wcześniejsze zaplanowanie wizyty na stadionie.Przypominamy również o obowiązujących restrykcjach: konieczności posiadania i noszenia maseczki ochronnej (kibice bez maseczek nie zostaną wpuszczeni na stadion), obowiązkowej dezynfekcji rąk przed wejściem na stadion, zachowaniu w trakcie spotkania dystansu społecznego 1.5m

Miejmy nadzieję, że do meczu 1/16 Fortuna Pucharu Polski z Cracovią zachorowania spadną i wrócimy do zielonej strefy.

Festyn twardzieli

Wczoraj po Rycerskim turnieju jaki trwa w Płoni szybko na ile to było możliwe przez wypadki drogowe dojechaliśmy do Stołczyna. Gdy jechaliśmy przez Gocław deszcz zaczął ustawać co dawało nadzieję. W końcu nie ma nic gorszego dla festynu jak niepogoda. Gdy zaczęliśmy się wspinać na “Stołczyńskiego wielbłąda” jak dwie górki określają kierowcy poczuliśmy się jakbyśmy wjeżdżali do “Mordoru”. Od połowy zniesienia droga zasnuta była jakby mgłą skutecznie ograniczającą widoczność do niespełna 1 metra. Praktycznie na zderzaku widoczność się kończyła. Wjechaliśmy w ulicę Księżnej Dąbrówki i po 100m mgła się skończyła. To niestety nie byłą mgła a wyziewy z Fosfanu. Cóż trzeba być chemicznym twardzielem by tam mieszkać. Zwłaszcza że dym z kominów leci prosto w okna nowo wybudowanych bloków wielorodzinnych. No ale nie wdychać wyziewy z kominów tu przyjechaliśmy, choć przejść koło nich obojętnie nie można.

Dotarliśmy na “Polanę rodzinną Księżnej Dąbrówki”, przy Szkole Podstawowej Nr 9 i tu kolejne zaskoczenie. Pomimo wyjątkowo niekorzystnej pogody, padającego z małymi przerwami skutecznego deszczu, na polanie była spora grupa nieprzemakalnych twardzieli. To naprawdę robiło wrażenie. Imponująca rozpiętość wieku od kilku latków po “nestorów młodości”. Festyn pod hasłem: Jesienny Stołczyn, miał pokazać potencjał miejsca, gdyż spod ręki mieszkanki i radnej osiedlowej, Małgorzaty Abelite, wyszedł projekt do SBO – Rodzinna Polana Księżnej Dąbrówki i Portowy Fotopunkt Grobla. Z projektem można zapoznać się TUTAJ. Impreza miała na celu zachęcić jak największą rzeszę mieszkańców do oddania swojego głosu na ten projekt w zbliżającym się głosowaniu.

Imprezę, własnymi siłami i ze wsparciem jedynie sponsorów i partnerów, zorganizowały stołczyńskie organizacje pozarządowe: Stowarzyszenie Stołczyn po Sądziedzku, Klub Aktywnego Seniora, Stowarzyszenie Przyjaciół Stołczyna FORUM, wraz z Inicjatywą Żelechowa, firmą Rentumi, Stowarzyszeniami: Skolwin i My, Feniks, Klub Kolekcjonersko-Strzelecki M16, Nasze Golęcino, Progressum i wieloma innymi zaangażowanymi organizacjami.

W programie festynu zaplanowano: występy Zespołu Ludowego Gardnianki, występy taneczne, warsztaty rodzinne: Ekorecykling, Jesienne kompozycje kwiatowe z dyni, Warsztaty malarskie, pokaz iluzjonistyczny, pokazy teatru ognia, mecz siatkówki: Rada Osiedla vs „Młodzi”. Deszczowa jesień przeszkodziła w realizacji jego część, ale braki programowe znakomicie uzupełniły poczęstunki: grochówka, bigos, leczo, ciasta i kawa oraz herbata, jak również dobre nastroje organizatorów, wystawa i prezentacja MK16 pojawiła się też Policja ze swoim najnowszym w “Nadodrzańskiej stajni” radiowozem 😉

Ciepło, serdeczność i otwartość mieszkańców potwierdziła niedawno opublikowane wyniki badania opinii publicznej, przeprowadzone przez jeden z portali nieruchomości.

Tak trzymać i nie poddawać się no pomimo naszego kompletnego braku zaufania, do oszustów zajmujących się SBO w urzędzie, życzymy wygranej.

Miasto wypowiada otwartą wojnę zmotoryzowanym mieszkańcom.

Do tego że urzędnicy i prezydent miasta za nic mają mieszkańców i robią co im się podoba, niestety zdążyliśmy się przyzwyczaić. Prezydent Piotr Krzystek w wywiadzie dla naszego portalu sam jasno wskazał taki kierunek urzędnikom w wywiadzie jakiego nam udzielił po sesji RM na której zabieraliśmy głos wraz z mieszkańcami w sprawie toksycznego zakładu przetwarzania odpadów z łososia. Wtedy to oznajmił “Nie ważne co ktoś tam sobie powie czy napisze…” to są smutne fakty i jeszcze smutniejsza szczecińska rzeczywistość. Jako mieszkańcy Północy codziennie się przekonujemy o zwykłym chamstwie i bucie urzędników. Kłamstwa i oszustwa w ustach zarządcy szpinakowego pałacu i jego dworskiej świty to codzienność. Do tego stopnia, że już trudno rozróżnić kiedy próbuje oszukiwać a kiedy już sam uwierzył we własne kłamstwa….

Jeszcze tu nie mieszkałem, gdy byłem na spotkaniu z prezydentem miasta w DK Klub Skolwin, na którym powiedział “obiecuję, że jak tylko dostaniemy pieniądze od państwa na torowiska natychmiast wyremontujemy całą Nadodrzankę, od Pomorzan do granicy z Policami” I co?

  • Kłamał*
  • oszukiwał*
  • łgał*
  • wciskał kłamstwa*
  • żenił głupoty*
  • siał farmazony* * niepotrzebne skreślić

Niestety tyle są warte słowa Szpinakowego Króla. Otoczył się świtą nie do ruszenia, jak choćby butny Charęza, który twierdzi, że po Skolwinie samochody nie jeżdżą. Podlegli mu ludzie na każdym kroku, za wszelką cenę, muszą udowodnić swą wyższość nad społeczeństwem. Uschnięte drzewa stojące przy drodze, wycinają dopiero wtedy kiedy już się wysypują na drogę albo wiatr je zwali. Ale kiedy rada rodziców wskazywała drzewa do wycinki w ogóle nie reagowano. Dopiero wniosek do prokuratury przeciwko miastu spowodował że łaskawie ruszyli się zza biurek i przyjechali. Wtedy by nie przyznać racji mieszkańcom wycięto tylko dwa!!! z czterech wskazanych i to pomimo tego, że Policja w sprawie wskazała jeszcze dwa inne drzewa zagrażające bezpieczeństwu w ruchu drogowym. Igrają życiem mieszkańców stwarzając świadomie zagrożenie utraty zdrowia i życia. Nie przejmują się niczym bo wiedzą że prokuratura nic im nie zrobi. Wszelkie pisma i zgłoszenia do prokuratury, kończą się jedną odpowiedzią – “nie znaleziono podstawy do wszczęcia dochodzenia”. Nawet Policjanci już twierdzą, że jak się uda, stanie się jakiś cud i prokuratura ruszy się, zajmie sprawą przeciwko miastu, to będą dzieci radiowozem do szkoły wozić temu co tego dokona. Jedna z prokuratur nie zhańbiła się jeszcze żadną sprawą przeciwko miastu i władzom miasta, wszystkie umarzają To jasno obrazuje z czym mamy do czynienia w mieście.

W sprawie strefy płatnego parkowania Szpinakowy Dwór, po przeprowadzeniu bliżej nieokreślonego badania opinii publicznej, w którym łącznie wzięło udział 250 osób z 370 000 mieszkańców, wprowadzić chce zmiany.

0,06% zadecydowało o powiększeniu strefy płatnego parkowania i podniesieniu opłat.

Jak czytamy w urzędniczych mediach, niejaki Wojciech Jachim namaszczony na rzecznika NiOL twierdzi:

– Z analizy zebranego materiału wynika, że niezadowalająca rotacja aut w centrum miasta jest spowodowana przede wszystkim nadmierną liczbą abonamentów i opłat zryczałtowanych. Pojazdy z opłatami długoterminowymi zajmują połowę strefy.

Tak nie mylicie się, ten człowiek “bez owijania w bawełnę” – jak mówi stare porzekadło., ma pretensje, że mieszkańcy parkują samochody koło domu. Już kiedyś mieliśmy do czynienia z grupą (zapewne sponsorowaną przez galerie handlowe) która chciała nakazać mieszkańcom parkować samochody w galeriach. Wiadomo, że tam abonamenty miejskie nie działają i tylko prywatni właściciele galerii kasę będą robić na tym. Patrząc na cennik zaproponowany przez miasto, wszystko wskazuje na to, że zarazili tym pomysłem Szpinakowy Dwór, bo parkowanie w galeriach będzie tańsze niż w strefie. Tym sposobem teoria, iż “Galeriowcy mają prezydenta miasta w garści” nabiera rumieńców. Pierwsze takie głosy jawnie i otwarcie padły w momencie gdy miasto skasowało kioski handlowe w pobliżu Galaxy. Potem ponownie, gdy pozwolono na jej rozbudowę. Teraz sprawą parkingów i strefy szpinakowi dworzanie przyznają rację tym co tą tezę postawili

Jak czytamy dalej projekt przewiduje zmianę  struktury  cennika i przesunięcie ciężaru poboru opłat z abonamentów, opłat zryczałtowanych – na opłaty krótkoterminowe. W nowym cenniku nie ma abonamentów rocznych. W zamian ma być abonament na wybraną liczbę dni roboczych (maks. 23) w cenie 30 zł/dzień  dla strefy A i 20 zł/dzień dla B.

Abonamenty miesięczne mają być dostępne tylko dla osób i firm płacących podatki w Szczecinie. Proponowana cena: 200 zł Strefa B,  300 zł strefa A.

Roczna opłata zryczałtowana dla mieszkańca strefy ma wzrosnąć z 96 do 360 zł!!!

Jest i ochłap na otarcie lez. Jako nowość w szczecińskiej strefie ma być opłata zerowa za pierwsze 15 minut. Z tego przywileju będzie można skorzystać raz dziennie po pobraniu z parkomatu biletu „zerowego” bądź uruchomieniu opłaty „zerowej” za pomocą aplikacji w smartfonie.

Niektórzy uczestnicy “konsultacji” zwracali uwagę, że ograniczenie indywidualnego transportu samochodowego w centrum powinno iść w parze z usprawnianiem komunikacji miejskiej.

– W odpowiedzi na ten postulat przygotujemy na sesję październikową projekt uchwały obniżającej ceny biletów okresowych komunikacji miejskiej – mówi Paweł Adamczyk, dyrektor Wydziału Gospodarki Komunalnej. – Jednocześnie w związku z planem uruchomienia nowej linii autobusowej nr 90, która pozwoli wygodnie przemieszczać się w ścisłym centrum miasta, złożymy projekt regulacji w budżecie miasta na 2021 r , która zabezpieczy finansowanie dla tej linii. Mam nadzieję, że takie propozycje zachęcą część kierowców do przesiadania się z samochodów do autobusów i tramwajów.

linia 90

Halabardnik Adamczyk nie czyta ze zrozumieniem. Usprawnienie komunikacji to nie obniżka cen biletów (choć to sprytny chwyt marketingowy) czy uruchomienie linii która już dawno powinna jeździć. Ale przede wszystkim dołożenie realizacji rozkładowych kursów i sprawienie że tramy i autobusy będą jeździć zgodnie z rozkładem jazdy. By w ogóle się pojawiały, bo nawet z tym mają problem. Sytuacja z dzisiaj jeden autobus się zdefektował inny złapał opóźnienie na przejazdach i 45 minut bez autobusu. Miasto wykombinowało sobie plan “Tam gdzie są tory nie będzie autobusów” i go skutecznie realizuje. Zmniejsza się liczbę kursów autobusów, likwiduje linie ot choćby po cichu zlikwidowana linia F do Polic nie powróciła od września. Efekt wiadomy przepełnione autobusy.

Miasto nie wprowadza lini autobusowych tam gdzie mieszkańcy ich potrzebują tylko tam gdzie to się spodobało Charęzie bo dziecko do szkoły ma lepszy dojazd. Mieszkańcy Nehringa i powstałych tam nowych osiedli usilnie proszą o autobus ale prośby ciągle w pusty bęben wpadają. Mamy do czynienia z absurdem, że jeździ tam po części linia nocna a dziennej, żadnej nie uświadczysz. Ot takie śmieszne miało być a jest żenującą kompromitacją.

Ja chętnie bym się przesiadł do autobusu ale pod warunkiem, że będzie jeździł częściej, zgodnie z rozkładem. Że będzie się zatrzymywał na przystankach a nie jak teraz, omijają przystanki (na skargi ZDiTM odpowiada, że to nie ich kompetencja). Że autobusy będą czyste i spełniać będą wymogi BHP a nie jak teraz: gorąco w autobusach a klima nie działa, okna nie otworzysz bo klamki połamane, szyber dach nie działa… po 10 minutach musisz wysiąść z autobusu jak chcesz przeżyć…

Wejście do tramwajów jadący w kierunku Północnej dzielnicy zgodnie z tym co w przewodnikach prezydent poleca wymaga odwagi. Bo to wymaga odwagi. Wsiadając do tramwajowej 6 ryzykujesz życie. Bo masz większą pewność, że wypadnie z torów, albo urwie pantograf (czasami złamany pantograf wpada przez okno do środka) niż to że dojedziesz do końca. Najgorsze w sytuacji tramwai jest to, że gdy dochodzi do zdarzenia, które eliminuje tramwaje z Gocławia ZDiTM nie potrafi przedłużyć na czas awarii linii 102 do zajezdni Golęcino by w ten sposób chociaż umożliwić oczekującym wydostanie się z martwej komunikacyjnej dziury jaką w tym momencie staje się Gocław. Myślenie naprawdę mocno boli ZDiTM. Wysyłają tzw. za tramwaje ale one i tak jadą od strony centrum i za nim przepełnione pierwsze dojadą do Gocławia to pokrywają się z pierwszymi tramwajami które dojeżdżają po usnięciu defektu na torach. Taki jest czas oczekiwania na za tramwaje na Gocławiu, średnio 60min bez szans na szybsze połączenie. A wystarczyłoby puścić trasą 6 do zajezdni tramwajowej na Golęcinie, skąd już jedzie choćby 59 i można się wydostać dalej. Idealnie byłoby do pętli na Ludowej gdzie zdecydowanie większe możliwości. Podobnie z pętli Ludowa można by wysłać jeden autobus na Goclaw. Takie rozwiązania praktykuje się choćby na placu Rodła gdzie zabiera się autobus z linii 107 i wysyła na za tramwaj. Ilekroć pytamy ZDiTM o to rozwiązanie pani rzecznik ma stałą odpowiedż: decyduje dyspozytor ruchu, a ci jak widać bladego pojęcia o komunikacji w tej części miasta nie mają. Nie liczą się z mieszkańcami, któzy spóźniają się przez brak kompetencji ZDiTM do pracy czy do szkoły.

Podobnie Szpinakowy Dwór nie jest zainteresowany bezpieczeństwem mieszkańców dla niego liczy się tylko kasa, i to najlepiej w portfelu…

Non omnis moriar

Maciej Zaśko

Tak było i nikt tego się nie wypiera. Wybuchła II wojna światowa, ludzie ginęli na frontach, w obozach i miejscach kaźni, umierali. Wojna pochłonęła miliony ofiar. Po jej zakończeniu nad Odrę przybyli Polacy, częściowo repatrianci a w części z własnego wyboru.  Zaczynali żyć od nowa. Zasiedlano opuszczone przez Niemców domostwa, szczęśliwcom władze pozwalały zachować zastany inwentarz. Powoli okolica ożywała. Trudne, mozolne odbudowywanie z wojennych zgliszcz, uruchamianie opuszczonych zakładów, tak wyglądało życie na tzw „Ziemiach Odzyskanych”. W tym powojennym krajobrazie elementami stałymi były między innymi poniemieckie, opuszczone, niszczone i dewastowane cmentarze. Nikt się temu zjawisku nie dziwił. Bo niby czemu? Kogo we wczesnych latach powojennych obchodziły niemieckie cmentarze? Przecież wielu ludziom nie obeschły jeszcze łzy po utracie bliskich, swych domów, ojcowizny. Dla jednych to była forma zemsty za poniesione krzywdy i straty dla innych chodziło o to by zatrzeć ślady po dawnych mieszkańcach, również miejsca ich pochówku, tępiono na potęgę ślady niemieckości w mieście, na wsiach. Likwidowano cmentarze, kruszono kamienie nagrobne, rozrzucano je po okolicy, topiono w stawach, budowano ozdobne murki, używano jako podbudowę drogi, porzucano na odludziu. W późniejszym czasie kamieniarze pozyskiwali ze starych cmentarzy materiał na nowe nagrobki. Tymczasem Niemcy ciągle przyjeżdżali i przyjeżdżają, odwiedzają swe dawne domy, zapalali znicze nad grobami bliskich i odjeżdżali do siebie. Z czasem przyjeżdżali bardziej zorganizowanie autokarami.

Widząc co spotyka cmentarze władze państwa uchwaliły prawo chroniące cmentarze ustawa o cmentarzach i chowaniu zmarłych z 31 stycznia 1959 r. W 1962 roku uchwalono ustawę o ochronie dóbr kultury i muzeach, w której również zawarto paragrafy dotyczące cmentarzy. Ponadto w 1962 pismem okólnym nr 8 Minister Kultury dodatkowo umocnił opiekę nad cmentarzami na ziemiach odzyskanych na podstawie przepisów art. 5 ustawy z dnia 15 lutego 1962 r. o ochronie dóbr kultury i muzeach (Dz.U. Nr 10, poz. 48) ochronie prawnej podlegają mające znaczenie dla dziedzictwa kulturalnego z uwagi na ich wartość historyczną, naukową lub artystyczną:

  1. cmentarze lub ich część,
  2. nagrobki, płyty itp. obiekty (dzieła sztuk plastycznych),
  3. mogiły, płyty nagrobne i pomniki stanowiące samo przez się zabytki historyczne, mimo braku jakiejkolwiek innej wartości oprócz historycznej jak: groby wybitnych osobistości historycznych, wspólne mogiły ofiar egzekucji i inne, nagrobki z nazwiskami Polaków na dawnych cmentarzach ziem zachodnich i północnych itp.

Niestety, grabieże trwały w dalszym ciągu, choć już nie tak masowe. Niestety wyrosło pokolenie dla którego części, plądrowanie cmentarzy było sposobem na życie. I choć państwo coraz skuteczniej piętnowało ich działania służby, które miały egzekwować to prawo nie zawsze to robiły. Przez co w dalszym ciągu część obywateli nie widziała nic nadzwyczajnego w tym, że to jest czyjś grób. Ba nawet gdy pytano zatrzymanego na gorącym uczynku, „czy chciałby by jego grób też tak plądrowano? Odpowiadał: mój nie, ja jestem przecież człowiekiem, a ludzkich grobów się nie okrada” Ten cytat ukazuje podejście ówczesnej ludności do byłych mieszkańców tych ziem.

Wielu po dziś dzień pielęgnuje w sobie nienawiść do Niemców za utraconych w wojennej zawierusze bliskich i stracone mienie. Sam uważałem, że mam genetycznie zaszczepioną nienawiść do Niemców. Babcia zawsze mówiła, że Niemcy odpowiadają za wszelkie zło na tym świecie, a przede wszystkim zabili w Powstaniu Warszawskim jej syna. Lat potrzebowałem by w ogóle słuchać niemieckiego języka. Ale mimo wszystko babcia zawsze mówiła „choćby samego Belzebuba grób to był, niszczyć go nie wolno. Możesz na nim świec nie palić ale niszczyć nie wolno. Pamiętaj nigdy nie rób tego, czego byś nie chciał by tobie uczynili.”

W późniejszych czasach kolejne ratyfikacje umów międzynarodowych wymusiły i w naszym prawie “dostosowanie” przepisów, najczęściej poprzez bezmyślne przepisywanie aktów do naszych ustaw, co wprowadziło sporo bałaganu prawnego. Ale czy „jakieś tam” zapisy mogą zmienić postępowanie człowieka? Co trzeba zrobić, żeby to zmienić? Jak ocalić dziedzictwo wielokulturowe i historyczne na naszych ziemiach? Jak pogodzić je z potrzebą rozwoju inwestycji? jak mogliśmy dopuścić, że na kościach tych, którzy byli tu przed nami, stawiamy domy, robimy place zabaw, urządzamy sobie działki rekreacyjne? Jak zmieniać prawo i jak stosować to, które jest? 

23 października podczas ogólnopolskiej konferencji o (nie)zapomnianych cmentarzach, starano się znaleźć odpowiedzi na te pytania. A że problem jest ciągle aktualny pokazały ostatnie wypadki i komentarze mieszkańców w tej sprawie.

„Ludzie w całej Polsce ratują stare cmentarze. Lokalne społeczności, młodzież ratuje cmentarze żydowskie czy łemkowskie,  dokonują zmian w pejzażu społecznym. Ale zapomnianych cmentarzy przejmowanych przez deweloperów jest więcej. Znane są przypadki budów w miejscach pochówku czy nawet zakupu nieruchomości w dobrej wierze” – mówił prorektor ChAT Tadeusz Zieliński otwierając konferencję „Jak wspólnie ratować zapomniane cmentarze” – konferencja RPO i ChAT

Mamy chlubne przykłady dbania o pamięć tu mieszkających jak np. Lapidarium w Policach – jedne z najpiękniejszych w kraju, lapidaria w Szczecinie, mamy też i te niechlubne jak np. wMaszewie,niedaleko Goleniowa, gdzie teren cmentarza sprzedano pod market. To był cmentarz gminy żydowskiej, unicestwionej przez hitlerowców jeszcze przed II wojną. Nowi mieszkańcy Maszewa żyli jakby bez świadomości, że ten teren kryje ludzkie szczątki.  

Cmentarze to nasze dziedzictwo kulturowe, które podlega ochronie. Jeśli nie będziemy go chronić, skąd pewność, że i o nas nie zapomną, nie nazwą obcymi w naszej ziemi?

Prawo jest niedoskonałe, postanowienia niekiedy sprzeczne. Ich zmiana to nasze wspólne wyzwanie. Ale musimy mieć świadomość, że nawet najdoskonalsze prawo nie zastąpi ludzkiej wrażliwości, które jest miarą człowieczeństwa.

Rzecznik Praw Obywatelskich przypomina, że kiedy zlokalizujemy i odwiedzimy zapomniane cmentarze w naszej okolicy, to w kolejnym kroku możemy zastanowić się, co da się z nimi zrobić – tu narzędzi obywatelskich jest wiele.

Jest to zadanie dla społeczności lokalnych, wolontariuszy, studentów, harcerzy, szkół, dla każdego z nas. Ot choćby przykład z Podjuch, gdzie dzięki SBO zbudowano Lapidarium. Może to jest pomysł na nasze cmentarze? Pozostawić głazy pamięci a w miejscu jednego z cmentarzy ułożyć/zbudować ładne Lapidarium? Może jak proponuje część mieszkańców ogrodzić i zadbać. Część pyta dlaczego miasto jeszcze tego nie uczyniło? Z odpowiedzią przyszedł komisarz dr Marek Łuczak, policjant, historyk, muzyk – rzec by można człowiek renesansu. Otóż w materiale Radia Szczecin w udzielonym tam wywiadzie wyjaśnił, że każdy park w tym mieście po za Jasnymi Błoniami to Cmentarz. Wyobraźmy sobie teraz że każdy Park w tym mieście zostałby ogrodzony i zamknięty. Absurdalne prawda, a jednak wielu tak myśli, do momentu gdy ktoś im to uzmysłowi. W ubiegłym roku głośna była sprawa Parku w Dąbiu przy ulicy Puckiej, gdzie dzieci podczas zabawy w parku jedno z dzieci wpadło do grobowca. Niezrozumiałym pozostaje dlaczego po prostu go zasypano pozostawiając w nim trumny z ciałami. Dlaczego nie przeniesiono ich w godne miejsce na cmentarzu. Dzieci w dalszym ciągu bawią się na cmentarzu i tak naprawdę nie wiadomo, kiedy w innym miejscu po kolejnych intensywnych opadach ziemia nie odsłoni jakiegoś grobowca. Czy tak wygląda szacunek i godność po szczecińsku? Mi osobiści nie odpowiada takie traktowanie grobów i cmentarzy. To co tam uczyniono dla mnie jest równoznaczne z grabieżą nagrobka. Tak samo winni zostać ukarani ci co tak absurdalną decyzję podjęli. Ale może gdzieś i kiedyś spotka ich sprawiedliwość za popełnione winy.

Non omnis moriar  już w szkole uczono, widać nie wszyscy na te lekcje chodzili. Tym bardziej dziwi, że obnoszący się swoim prawniczym wykształceniem prezydenci miasta pozwalali na takie barbarzyństwo. Reasumując, działania podjęte kiedyś przez Stowarzyszenie Skolwin i My były pierwszym krokiem ku normalności. Uważam, że należałoby ruszyć i zrobić kolejny krok. Może z SBO, może ze wsparciem Miasta, a może sponsorów. Może jakąś zrzutkę Rada Osiedla założy na Lapidarium na Skolwinie. Temat otwarty i do dyskusji. Czas pokazuje, że trzeba w końcu rozliczyć się z przeszłością i zaopiekować tym co pozostało w cywilizowany sposób.

Zakończę nietypowo bo listem jaki przyszedł do redakcji od byłego mieszkańca Skolwina po ostatnich publikacjach

 „Szanowny panie redaktorze, cała redakcjo i mieszkańcy Skolwina,

przykre są dla nas byłych mieszkańców Skolwina wiadomości jakie się ukazały na temat grabieży nagrobków. Cieszy natomiast postawa mieszkańców, którzy piętnują takie postępowanie. To budzi nadzieję, że więcej już nie dojdzie do dalszych dewastacji i deptania godności człowieczeństwa. Mamy świadomość win naszego narodu i haniebnych czynów jakich ludzkość wcześniej nie pamiętała, ale nie wszyscy tacy byliśmy. Nie wszyscy też jesteśmy spadkobiercami nazistowskich Niemiec i nie wszyscy byli nazistami. Byli też tacy którzy tego systemu nie popierali i również zapłacili wysoką cenę. Dlatego jeszcze raz dziękujemy, że dbacie o historyczne pozostałości tych ziem. Pięknie odrestaurowany kościół robi wrażenie, podobnie cieszy działająca papiernia. Ufamy, że uda się odpowiednio zabezpieczyć te miejsca w których spoczywają szczątki naszych rodzin. Herman Handke”

Boruta-Spiechowicz w Bitwie Warszawskiej i całej kampanii 1920 roku

Wpisując się w obchody rocznicy Bitwy Warszawskiej 1920 musimy wspomnieć o udziale naszego znamienitego bohatera i mieszkańca Skolwina generała Boruty Spiechowicza. W Szczecinie wyjątkowo trudno znaleźć jakiekolwiek wzmianki o obchodach tej rocznicy. Dlatego tym bardziej trzeba podkreślić tą rocznicę i człowieka, dzięki któremu również możemy żyć w Polsce, wolnej Polsce. W tamtym czasie Mieczysław Boruta-Spiechowicz był w randze podpułkownika. Jako dowódca zdobył uznanie dowódców wojskowych.

Poniżej zacytujemy fragment książki z serii “Generałowie II Rzeczypospolitej” jaka ukazała się nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego. Autorem tomu “Generał Brygady Ludwik Mieczysław Boruta-Spiechowicz 1894-1985” jest Wojciech Grobelski. Zachęcamy do zapoznania się z tą książką, a poniżej fragment o udziale naszego bohatera w Bitwie Warszawskiej

5 sierpnia 1920 r. pułk przybył do Włodawy i oderwawszy się od nieprzyjaciela, podążył nad Wieprz, gdzie koncentrowały się˛ znaczne siły polskie.

Znalazła się tam m.in. cała Dywizja Górska gen. Galicy, wchodzącą teraz w skład tzw. Frontu Środkowego gen. Edwarda Śmigłego-Rydza. Zbliżała się decydująca batalia. I wreszcie machina wojenna ruszyła…

Polskie kontruderzenie znad Wieprza było siłą napędową działań ofensywnych w bitwie warszawskiej. Wyjątkowe laury zbierał tam 4. pułk strzelców podhalańskich, który miał teraz doskonałą okazję by wziąć odwet za wcześniejsze odwroty i niepowodzenia. 20 sierpnia – w działaniach pościgowych „na karkach nieprzyjaciela” – pułk przekracza Bug pod Grannem i nie dając wytchnienia bolszewikom, zajmuje Brańsk, Suraż i Tykocin. O wyjątkowym udziale Boruty w tych walkach, dobitnie świadczy opinia przełożonych, płk. Fary i gen. Galicy, napisana w złożonym wniosku na Order Virtuti Militari. Warto ją zacytować w całości:

„W dniu 20 sierpnia 1920 r. podczas forsowania przeprawy przez Bug pod Grannem, podpułk. Mieczysław Boruta-Spiechowicz, dowódca 4. psp wykazał czyny wybitnego męstwa. Przeprowadziwszy szybko rozwinięcie swego pułku, umiejętnie prowadził energiczny i skuteczny atak, przyczem znajdując się cały czas w ogniu karabinów maszynowych i karabinów szedł w linii tyralierskiej, ani na chwile˛ nieprzestając kierować akcją i naocznie oglądałem sprężystość´ i energie˛ działania ppłk. Boruty-Spiechowicza. Po zdobyciu Grannego, ppłk Boruta-Spiechowicz w szybkim pościgu za nieprzyjacielem zajął w walce wieś´ Piertejewo jednym batalionem i wytrwał tam przez kilka godzin aż do nadejścia posiłków; w tej ostatniej fazie bitwy ppłk Boruta-Spiechowicz obok dobrego kierownictwa wykazał również wielka˛ inicjatywę osobistą”.

Wypada przy okazji zaznaczyć, że ów wniosek dotyczył Orderu Virtuti Militari IV klasy – a więc złotego. Po zakończonej wojnie Boruta otrzymał jednak krzyż srebrny. Niepodległa Polska nie szafowała bowiem zbyt hojnie tymi zaszczytnymi odznaczeniami.

W dalszych działaniach „podhalańczycy” docierają˛ do Białegostoku, a następnie biorą˛ udział w operacji niemeńskiej. Pułk wysunął się˛ na Kuźnicę–Zaspicze. Tam właśnie Boruta odnosi wspomniana˛ wcześniej kontuzje w szyje˛, która jednak nie eliminuje go z pola walk. Kula karabinowa przeszyła sztywny kołnierz kurtki, który osłabił znacznie jej impet. Skutkiem tego odniesiona kontuzja na szczęście okazała się niezbyt groźna.

 Dodać wszakże wypada, że na pobojowisku pod Kuźnica˛ Białostocka˛ pozostało 23 poległych żołnierzy zaś 126 odniosło rany, a 76 zaginęło bez wieści. Nic jednak nie mogło już zatrzymać pułkownika Spiechowicza. Na czele swoich żołnierzy szybko zajmuje Indure˛ i kieruje się˛ dalej w stronę Niemna… W Księdze Chwały Piechoty o wydarzeniach tych lakonicznie napisano tylko tyle, że o świcie 26 września, podhalańczycy przeprawiwszy się przez rzekę, rozbili zaskoczony pułk bolszewicki i nieoczekiwanie napotkali na swym szlaku dwie nieprzyjacielskie dywizje (tj. 6 i 56). Bez chwili namysłu ruszyli przeciwko nim i w desperackim ataku, odcięli Rosjanom drogi odwrotowe pod Obuchowem. W rzeczywistości owe wydarzenia miały przebieg bardziej dramatyczny i warto zatem poświęcić im nieco więcej miejsca.

Działający na prawym skrzydle Dywizji Górskiej 4. pułk strzelców podhalańskich, już w nocy z 25 na 26 września, na pontonach przedostał się na wschodni brzeg koło Obuchowa. Niestety brak typowych środków przeprawowych spowodował, że nie udało się˛ jednocześnie przerzucić artylerii. W tej sytuacji piechota zdana była przede wszystkim na siłę swego własnego ognia. Dzięki informacjom schwytanych jeńców Boruta mógł dość dobrze ocenić´ zaistniałe położenie. Zgodnie ze słowami por. Władysława Legutki, oficera 4. pspodh.267 i zarazem autora wojennej historii macierzystej jednostki, sytuacja niestety nie wyglądała najlepiej. Pułk miał przed sobą liczne oddziały nieprzyjacielskie wycofujące się˛ szosa˛ z Grodna, a siły główne własnych wojsk pozostały jeszcze za rzeką. Znany z brawury ppłk Spiechowicz zaryzykował jednak uderzenie. O godz. 4 nad ranem, na sygnał dowódcy pułku, II batalion ruszył na Obuchowo. Miał przejeść przez wieś i zająć wzgórze położone na wschód od szosy Grodno–Skidel. W niedługa˛ chwile˛ później wymaszerował także I batalion, który skierował się˛ na wzgórze położone za zachód od wspomnianej szosy. Głównym zadaniem obydwu batalionów było odcięcie odwrotu oddziałom bolszewickim wycofującym się˛ z Grodna zajętego już przez 1. Brygadę˛ Górską oraz Dywizję Ochotniczą.

Działania te opisał dokładnie po latach gen. Tadeusz Kutrzeba w opracowaniu pt. Bitwa nad Niemnem (wrzesień–październik 1920). Warto zatem zacytować´ jego fragmenty: „II batalion zmusił swym niespodziewanym pojawieniem się w Obuchowie do poddania (…) rozlokowany tam sowiecki 48 pułk strzelców w sile 200 ludzi, po czym skierował się na Obuchowicze. Na szosie Grodno–Skidel natknął się na uciekające tabory 56 dywizji sowieckiej. (…) Walka zakończyła się˛ porażką nieprzyjaciela. Zdobyto 50 wozów, sztandar pułku i 3 karabiny maszynowe.

Ponadto wzięto do niewoli kilkudziesięciu jeńców z dowódcą˛ pułku i jego adiutantem. Batalion pomaszerował do Obuchowicz, które zajął bez walki i kierując się na wzgórze (…) natarł na 56-a˛ dywizję sowiecką, która w sile 9 pułków piechoty, jednego pułku jazdy i kilku baterii cofała się˛ spod Grodna w kolumnie marszowej. Wywiązała się˛ krwawa i gwałtowna walka, w której II batalion, pozbawiony łączności z reszta˛ pułku, został zupełnie otoczony przez kilkanaście razy silniejszego nieprzyjaciela (…)

Tymczasem I batalion, maszerując na wyznaczona˛ pozycje˛, zostaje przy szosie Grodno-Skidel, na północny zachód od Obuchowa, zaatakowany przez cofające się˛ pułki innej dywizji sowieckiej oraz zmuszony do rozwinięcia się po obu stronach szosy. III batalion, pozostający w rezerwie w Obuchowie, ruszył pod osobistym dowództwem podpułkownika Boruty na pomoc przebijającemu się˛ II batalionowi w kierunku Obuchowicz. (…) doszedłszy do wsi, batalion naciera na oddziały 56-ej dywizji sowieckiej, nie nawiązuje jednak łączności z otoczonym batalionem II, gdyż świeżo przybyłe inne oddziały nieprzyjacielskie 3-ej armii, odchodzące z Grodna (…) uderzają od południa na I batalion(…)

Wówczas podpułkownik Boruta rzuca dwie kompanie III batalionu, zajętego walką pod Obuchowiczami, na pomoc I batalionowi i śmiałym uderzeniem od wschodu likwiduje natarcie nieprzyjaciela, biorąc kilkuset jeńców (…)

W końcu walki znaczne nieprzyjacielskie oddziały zdołały strona˛ południową obejść´ pole walki i poczęły zbliżać się do Komatowa, chcąc przez owładniecie przeprawy przez Niemen zupełnie odciąć (…) oddziały 4 pułku strzelców podhalańskich i w ten sposób doszczętnie je rozbić. Sytuacje˛ uratował I batalion 3-go pułku strzelców podhalańskich, który nie biorąc dotychczas udziału w walce, zdołał na czas przeprawić się˛ przez Niemen. Batalion ten uderza na nieprzyjaciela nacierającego na Komatowo, bije go, następnie wspólnie z oddziałem 4-go pułku strzelców podhalańskich, uderza na oddziały nieprzyjaciela pod Obuchowem. Nieprzyjaciel cofnął się˛ na kierunku południowo-zachodnim”

Niestety, zwycięstwo okupiono bolesnymi stratami. Poległo 2 oficerów, 5 odniosło rany a 1 zaginął. W sumie z obydwu podhalańskich jednostek ponad 200 żołnierzy zostało zabitych, rannych i zaginionych. W opinii wyrażonej we wspomnianym opracowaniu generała Tadeusza Kutrzeby, wybitnego znawcy polskiej sztuki operacyjnej, odwaga i umiejętności dowódcze ppłk. Boruty-Spiechowicza znalazły uznanie w następujących słowach: „Dowódca pułku przysporzył swą śmiałą inicjatywą cenny laur swemu pułkowi i przyczynił się w znacznej mierze do polskiego zwycięstwa”. Dodajmy, że na pamiątkę˛ opisanego boju, nazwa miejscowości Obuchowo została także umieszczona nie tylko na sztandarze pułkowym, ale również na jednej z czterech tablic Grobu Nieznanego Żołnierza. Data 26 września stała się˛ jednocześnie dniem święta „podhalańskiej” jednostki.

W bezpośrednim pościgu za wrogiem, pułk dochodzi do Lidy, a następnie do obszaru Oszmiany, gdzie zastaje go zawieszenie broni. Bilans stoczonych walk w okresie zaledwie kilku miesięcy był imponujący. Ponad 1000 jeńców, 7 zdobytych dział i kilkanaście ciężkich karabinów maszynowych. Na Polu Chwały poległo jednak 15 oficerów i 196 szeregowych.

W uznaniu zasług i bohaterstwa, 34 „podhalańczyków” otrzymało Srebrne Krzyże Orderu Wojennego Virtuti Militari, a 166 Krzyże Walecznych. Taki był wkład w polskie zwycięstwo, podwładnych podpułkownika Boruty–Spiechowicza.

Nazwij wyspę na Zalewie Szczecińskim

Jak wiemy trwają prace związane z pogłębieniem toru wodnego Szczecin – Świnoujście. W ramach prac na Zalewie zostaną usypane dwie wyspy. Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej ogłosiło konkurs na nazwę dla nowych polskich wysp.

W konkursie można również nadać nazwę wyspie powstającej przy przekopie Mierzei Wiślanej. W ten sposób terytorium Polski powiększy się o 600 hektarów. Jedna z wysp na Zalewie Szczecińskim zostanie tak skonstruowana, że nadal będzie mogła przyjmować urobek z inwestycji.

Jak mówi dyrektor Urzędu Morskiego w Gdyni Wiesław Piotrzkowski, nowe wyspy będą przede wszystkim ostoją dla ptaków. Na ich powierzchni zostaną utworzone łąki. Zostanie też posadzona roślinność, która jest dla ptaków przyjazna.

W konkursie może wziąć udział każdy. Należy zaproponować nazwę dla jednej z trzech wysp i przesłać na adres mailowy konkurs@mgm.gov.pl do 31 sierpnia. Najciekawsze i najczęściej powtarzające się propozycje komisja konkursowa wybierze do dalszego etapu, którym będzie ogólnopolskie głosowanie internetowe. Głosowanie odbędzie się we wrześniu.

Zwycięzcy otrzymają pamiątkowe grawertony z informacją, że są oni pomysłodawcami nazw nowych wysp.